piątek, 11 lutego 2011

Zupa czosnkowa

Bardzo dziękuję za wszystkie rady, jak przetrwać grypę, która pozbawiła mnie smaku. W podziękowaniu, chcę się dzisiaj z Wami podzielić moim przepisem na zupę-cud, która od razu stawia na nogi.
Trochę mi wstyd wogóle nazywać to przepisem, bo nie ma chyba prostszego dania na świecie, ale zupa jest pyszna i zdrowa, więc oto ona:


Dla 1 osoby potrzeba:

0,5 litra bulionu z kury (oczywiście, ekologicznej)
4 ząbki czosnku
jajko
liść laurowy
kromka chleba

Do bulionu wrzucamy posiekane ząbki czosnku (ja część kroję, a część przeciskam przez praskę) i liść laurowy, i gotujemy przez 20 minut.
Na patelni robimy jajko sadzone, ale tak, żeby było tylko lekko ścięte. Przekładamy je do głębokiego talerza i zalewamy gorącą zupą.
Podajemy z kromką chleba (ja lubię grilowany na chrupko).

To wszystko. Prawda, że banalnie proste? I nie wiem, czy to zasługa zupy, czy innych czynników, ale smak mi powoli wraca! W samą porę, bo za tydzień nasza karnawałowa domówka z hiszpańskim menu!


czwartek, 10 lutego 2011

Klątwa

No więc, moje przeziębienie okazało się być paskudną grypą. Od kilku dni leżę przykuta do łóżka, a co najgorsze - nie mam smaku! Czy jem kurczaka, kaszkę, czekoladowego cukierka, czy parówkę, nie ma dla mnie różnicy. Rozpoznaję tylko konsystencję.
Brak smaku pozbawił mnie również jedynej przyjemności, która mi pozostała - podjadania słodyczy. Chętnie zjadłabym teraz coś takiego...



Zdjęcia: weheartit.com

A co, jeśli ta straszna klątwa pozostanie ze mną na zawsze...?!

poniedziałek, 7 lutego 2011

Słowackie specjały

Jak już wspominałam, miniony weekend spędziliśmy daleko od domu. Wybraliśmy się na weekend do naszych słowackich sąsiadów, żeby pojeździć na nartach i snowboardzie w ośrodku Jasna na Chopoku. Pogoda dopisała, śniegu było sporo, a turystów nie tak wiele, jak na sezon w pełni. Spalone na stoku kalorie uzupełnialiśmy, racząc się słowackimi klasycznymi daniami.

Pampuchy ze śliwkowym nadzieniem w sosie waniliowo-makowym.

Gulasz z jelenia z knedlikami.

Smażony ser z frytkami i sosem tatarskim.

Niestety, przeziębiłam się okropnie podczas wyjazdu i teraz leżę w łóżku, piję herbatę z cytryną i jem różne niedobre lekarstwa. Jutro ugotuję rosół, może postawi mnie na nogi.

sobota, 5 lutego 2011

Jamie radzi

Wiem, że trochę się ostatnio lenię z blogowaniem, ale naprawdę brakuje mi czasu. Jeśli nie zajmuję się tysiącem codziennych spraw, to wyjeżdżam. (teraz też piszę nie z domu, ale o tym w poniedziałek...).
W wolnych chwilach (np. jadąc tramawajem) czytam nowy, styczniowy magazyn Jamiego. Jak zawsze pełen jest ciekawych artykułów, podrzucam więc kilka ciekawostek/porad z tego numeru.


  • Jeśli chcecie pokroić bekon w plasterki cienkie jak opłatek, włóżcie go na 15 minut do zamrażalnika, żeby trochę stwardniał, a potem ostrożnie pokrojcie najostrzejszym nożem, jaki macie w kuchni (s.13)
  • Najlepszym mięsem do zrobienia kotleta do hamburgera jest świeżo zmielona łopatka wołowa, ewentualnie wymieszana z niewielkim dodatkiem mielonej polędwicy wołowej (s.63)
  • Kupując warzywa bulwiaste/korzeniowe, takie jak rzepa, seler czy salsefia, wybierajcie te z liśćmi, ponieważ są równie smaczne i pełne witamin. Włosi cenią je nawet ponad sam korzeń/bulwę (s.113)