Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 listopada 2012

Eko kostka

W skutek małego kuchennego kataklizmu, straciłam wszystkie przyprawy, a właściwie całą zawartość szuflady przyprawowo-budyniowo-proszkowo-bakaliowej.
Przy okazji pozbyłam się dawno przeterminowanych kostek rosołowych Knorr, nafaszerowanych całą tablicą Mendelejewa. Można je było uznać za skamieliny, ponieważ od dłuższego czasu, kiedy nie mam czasu albo ochoty robić własnego wywaru, używam ekologicznych kostek BioBaza. Nie zawierają żadnych sztucznych konserwantów, czy podejrzanych 'E', występują w kilku wersjach - warzywnej, wołowej, drobiowej, z obniżoną zawartością soli. Kosztują 3,99 lub 4,99, więc to nie wygórowana cena za 6 kostek zdrowego rosołku.
Ja kupuję BioBazy w sieci Piccola Italia, ale widziałam je też w innych miejscach i w sklepach internetowych.
 
Polecam. W końcu "co nie knorr, to nie knorr" ;)

środa, 18 lipca 2012

Cibo genuino

Koniec wakacji, koniec obijania się. Pora zabrać się do pracy, także w kuchni, bo trwa cudowna pora obfitości.
Z kulinarnego marazmu wybudziła mnie książka Tracey Lawson W miasteczku długowieczności. Rok na włoskim stole. Na pierwszy rzut oka kolejna pochwała włoskiego stylu życia i gotowania, ale po kilkunastu stronach nie można się już oderwać od sugestywnych opisów kuchni i życia mieszkańców Campodimele. Pozwolę sobie na mały cytat:
Cibo genuino. Choć w przekładzie to po prostu "prawdziwe jedzenie", jestem przekonana, że owe dwa słowa nie oddają nawet w małej części tego, co cibo genuino oznacza dla mieszkańców Campodimele.
Ponieważ cibo genuino to cała filozofia - stosunek do produktów, które powinny być sadzone, zbierane, przygotowywane i podawane z szacunkiem dla każdego ogniwa łańcucha - ziemi, samego produktu, ludzi go spożywajacych oraz szerzej - środowiska.

Rośliny powinny być uprawiane bez żadnej ingerencji chemicznej, zbierane w odpowiednim czasie, zjadane w miejscu pochodzenia, świeże i przygotowane w prosty sposób. Najlepiej też jeść je w sezonie, gdy dojrzewają, a poza nim - by pozostały cibo genuino - stosować jedynie naturalne metody przechowywania - konserwowanie solą, cukrem, oliwą lub octem, zamrażanie, robienie przetworów domowych (...)
 No to do dzieła! :)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rok temu: Coq au vin

czwartek, 27 października 2011

Skrzydełko czy zdrowie?


Niełatwo jest jeść zdrowo. Produkty z upraw ekologicznych są równie drogie, co trudno dostępne. W miejskiej dżungli, w gąszczu masowo produkowanej żywności, wśród półek uginających się od E120, E450 i sody znalezienie dobrego pomidora czy wędliny to nie lada wyzwanie. Wymaga to nie tylko większych nakładów finansowych, ale również czasu, cierpliwości i konsekwencji.
Dawno temu zrezygnowałam z jedzenia marketowych kurczaków. Sposób hodowli, hormony i przyspieszacze wzrostu, którymi są karmione są niehumanitarne w stosunku do zwierząt i ludzi, którzy to mięso kupują. Nie zamawiam też kurczaka w restauracji, nie będąc pewna skąd pochodzi to, co mam na talerzu. To niegroźne, jak mi się wydawało postanowienie spotyka się jednak z niezrozumieniem i kpiną wielu osób. Wytykają mi, że wszystko co jemy jest sztuczne, że produkty z certyfikatem ekologicznych organizacji to oszustwo i naśmiewają się z mojego uporu. Skłoniło mnie to do kolejnej refleksji…
-kto wmówił nam, że mięso (które wymaga długiej hodowli i dbałości o zwierzę) powinno być tanie jak gazeta?
-kto powiedział, że szybkie gotowanie z na wpół przetworzonych produktów (frytki, zupki z paczki, niepsujące się pomidory) jest dla nas dobre?
-dlaczego Amerykanie są narodem, który wydaje najmniej na jedzenie, a najwięcej na leki?
-nie można porównywać cen produktów ekologicznych z tymi z supermarketów, bo to jak szukanie cech wspólnych koła i trójkąta
-brak zainteresowania tym, co kładziemy na talerzu, nieczytanie etykiet i niezadawanie pytań powoduje, że producenci sprzedają nam coraz gorszą żywność
-rodzinne, lokalne gospodarstwa walczą o przetrwanie z powodu braku zbytu, podczas gdy korporacje transportują tysiące kilometrów bezwartościowe jedzenie, zatruwając środowisko skutkami ubocznymi zużycia paliwa i energii
 Wczoraj upiekłam ekologicznego kurczaka. Pierwszy raz od miesiąca. Obiad był fenomenalny, choć to tylko kurczak. Zdrowe, pyszne mięso, którego substytutu nie jem codzienne, smakuje mi dużo bardziej i jest świadomym wyborem. Wyborem, którego każdy może dokonać, wystarczy tylko chcieć.

niedziela, 17 lipca 2011

Weekend u Mamy cd

Ogromnym plusem odwiedzania rodzinnych domów w weekend są prezenty, które przywozimy do Warszawy i przez kilka kolejnych dni zjadamy ze smakiem.
Właśnie wróciliśmy z takich rodzinnych spotkań z następującymi zdobyczami: wiejskimi jajkami, domowej roboty białym serem, szpinakiem, pierwszą suszoną miętą, resztkami niedzielnych obiadów (nie ma nic lepszego!) oraz siatką włoszczyzny, buraków, cukinią... A wszystko ekologiczne, ubrudzone ziemią i pachnące...


wtorek, 5 lipca 2011

Czy kuchnia chińska jest eko?



Kilka dni temu robiliśmy zakupy w małym sklepie z delikatesami regionalnymi. Oprócz doskonałej wątrobianki, szynki i ogórków małosolnych, skusiliśmy się na ser owczy rodem z Korsyki. Był tak pyszny (sprzedawczyni pozwoliła nam spróbować przed podjęciem decyzji), że nawet wysoka cena nas nie odstraszyła. Jednak P. zauważył słusznie, że to dziwne kupować ser, który przybył z daleka, podczas gdy tyle owiec w Polsce.

Zaczęłam się zastanawiać, ile takich rzeczy mamy w kuchni - produktów, które przyjechały z daleka, wypierając lokalną produkcję i powodując znaczne zanieczyszczenia środowiska (długi, wieloetapowy transport, energia zużyta na chłodzenie, opakowania)? Pesto, parmezan, oliwa z oliwek, makarony z semoliny durum... Nie mówiąc o całej gamie przypraw i dodatków kuchni azjatyckiej: olej sezamowy, sosy sojowe, sos ostrygowy, pasta tamaryndowa....
Mimo, że wiele z nich produkowane jest tradycyjnymi metodami i/lub posiada ekologiczne certyfikaty, transportowane wiele mil, przyczyniają się do degradacji środowiska naturalnego. 

Dylematu - eko czy egzotycznie, nie da się łatwo rozstrzygnąć. Tak, jak niełatwo znaleźć zastępstwo dla parmezanu. Ale warto, moim zdaniem, zastanowić się podczas zakupów nad pochodzeniem produktu, wybrać polski czosnek zamiast chińskiego, jajka od kur z ekologicznego chowu, zamiast fermowych, a dobrą oliwę przywieźć z wakacji na Sycylii :)


poniedziałek, 28 lutego 2011

Bio Planet

Zaszalałam podczas ostatnich zakupów i kupiłam sporo zdrowych smakołyków Bio Planet. Przemawia do mnie misja marki, o której piszą na swojej stronie. Ciekawy i duży jest też wybór produktów, które dostępne są w sieciach sklepów ekologicznych i dobrych marketach. Nie wiem zbyt dużo o samej firmie, ale ich oferta zachęca mnie do gotowania soczewicy, kasz, przegryzania suszonych owoców.
Tak więc w najbliższym czasie spożywać będziemy: czarną fasolę, czerwoną i czarną soczewicę, orkisz i płatki żytnie. Jeszcze nie wiem, jak wykorzystam te wszystkie produkty, ale coś wymyślę. Poszukam inspiracji w moich książkach kucharskich. Najwięcej trudności zdaje się sprawiać orkisz... Czy ktoś wie, jak go najlepiej spożytkować?

wtorek, 1 lutego 2011

Domowy twaróg

Wczoraj pisałam o Mlekomatach, które zaczęły pojawiać się w różnych miastach Polski. Bardzo ciekawi mnie ten projekt i dlatego poczytałam o nim trochę w internecie. Dowiedziałam się, że mleko do maszyny w Hali Mirowskiej w Warszawie dostarczane jest z gospodarstwa na kurpiowszczyźnie, gdzie krowy hodowane są w ekologicznym obszarze Natura2000 (link tutaj). Z różnych notatek prasowych wynika, że mleko dostarczane jest do Mlekomatów codziennie, a maszyny cały czas utrzymują jego stałą, niską temperaturę i od czasu do czasu mieszają. Mlekomaty wyposażone są w antybakteryjny system samoczyszczący (link tutaj).
Co do jakości mleka, pozostaje wierzyć dostawcom. Ale na pewno nie jest ono takie samo, jak mleko z kartonika. Przede wszystkim jest niepasteryzowane, dzięki czemu kwaśnieje i można z niego zrobić pyszny twaróg lub pić dla zdrowia.

Aby sprawdzić, czy faktycznie mleko jest takie, jak obiecuje napis na Mlekomacie, w miniony weekend zrobiłyśmy z Mamą w jej kuchni biały ser. Fotorelacja poniżej.


Mleko kwaśnieje przez około 24-36 godzin w ciepłym pomieszczeniu. Czasem trzeba postawić je blisko grzejnika.


Skwaśniałe mleko, od którego oddzieliła się serwatka.


Kwaśne mleko wstawiamy do garnka z gorącą wodą, której tempertura wynosi 70*C i nie może jej przekroczyć. Podgrzewamy, aż mleko zrobi się ciepłe, co sprawdzamy palcem :)


Studzimy mleko.


Zawartość słoików ostrożnie przelewamy przez gazę lub tetrową pieluszkę.


Serek obcieka przez kilka godzin. Trzeba kontrolować, by nie wysechł za bardzo.



Gotowy twaróg. Z 3 litrów mleka uzyskałyśmy około 40 dkg białego sera.



Pyszne śniadanie!


środa, 12 stycznia 2011

Biobazar

Uświadomiłam sobie, że jestem Wam jeszcze winna post o biobazarze, na który wybraliśmy się w minioną sobotę.
Od końca listopada 2010 warszawiacy mogą cieszyć się targowiskiem, gdzie sprzedawane są produkty wyłącznie ekologicznej produkcji. Organizator zapowiada duży wybór warzyw, owoców, mięsa, wędlin, więc na ul. Żelazną jechaliśmy z dużymi oczekiwaniami.
Miejsce nie należy do pereł architektury, szczególnie o tej porze roku, kiedy wszędzie jest szaro-buro. Biobazar odbywa się w dawnej fabryce Norblina. Ale choć na początku naszym oczom ukazał się taki widok...


... to dalej było już tylko lepiej...


Sprzedawców było sporo. Wybór produktów lepszy niż w niejednym ekologicznym sklepie, a ceny atrakcyjne. Mąkę ekologiczną Młynów Wodnych można było kupić za 4-8 zł, podczas gdy sklepy ze zdrową żywnością w centrach handlowych sprzedają ją nawet po 12 zł. Zakupy nam się udały.


Mam nadzieję, że Biobazar będzie się rozwijał i na stałe zagości na ul. Żelaznej. Byłoby super, gdyby w każdym polskim mieście znajdowało się podobne miejsce. Wiele zależy od nas konsumentów. Jeśli nie będziemy godzić się na supermarketową jakość żywności i poszukiwać zdrowych produktów, producenci i sprzedawcy będą zmuszeni wprowadzić zmiany.

poniedziałek, 11 października 2010

Staropolskie smaki

W minioną niedzielę odwiedzili nas przyjaciele z Białegostoku. Spędziliśmy bardzo miło czas, a po ich wizycie został nam w lodówce wspaniały prezent: zestaw tradycyjnych wędlin z firmy Lech. Ten białostocki zakład produkuje garmażerkę według staropolskich receptur i tradycyjnymi metodami. Wędlin Lech po raz pierwszy kosztowaliśmy latem podczas wizyty w Białymstoku i od tego czasu nie smakuje nam już prawie żadna kiełbasa. Boczek z czosnkiem, polędwica z komina, wędzona słonina, kiełbasy z Lecha zasługują na najwyższe wyróżnienie. Wystarczy cieniutki plaster wędliny i cienka kromka chleba z masłem, bo wszystkie wyroby mają wspaniały wyrazisty smak. I tak wyglądała nasza dzisiejsza kolacja.



Zajrzyjcie na stronę producenta lech.bialystok.pl i poszukajcie wyrobów Lecha w swoim mieście. Niewiele sklepów je oferuje, ale czasem można trafić na nie w Almie. Warto sobie przypomnieć smak prawdziwej wędliny.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

EKO-logiczne

Cisza przed burzą. Mama dzwoniła z Łodzi, podobno straszne nawałnice przetoczyły się nad miastem kilka godzin temu, więc i do nas za chwilę pewnie dotrą. Nie zrażona tym, piekę pierwszy w życiu prawdziwy chleb na zakwasie. Niestety, nie wiem czy przez burzowe powietrze, czy przez brak wprawy, ciasto nie chce wyrastać. No, zobaczymy.

Podczas gdy mój przyszły bochenek ogrzewa się pod żarówką w piekarniku, chciałam Wam opowiedzieć o ciekawej inicjatywie. Powstał portal zrzeszający rolników, którzy uprawiają zdrowe warzywa i prowadzą ekologiczne gospodarstwa, i którzy chcą sprzedawać swoje produkty klientom bez pośrednictwa sklepów. Projekt nosi nazwę odrolnika.pl i tutaj znadziecie wszystkie potrzebne informacje. Ponieważ program dopiero wystartował, nie wszędzie rolnicy docierają ze swoimi ekologicznymi dostawami. Ale im więcej osób zainteresowanych zakupami zapisze się (wystarczy wysłać maila ze zgłoszeniem) do portalu, im więcej rolników uwierzy, że internet otwiera nowe możliwości zbytu - tym większa szansa na rozpowszechnienie zdrowej żywności. Nie tęsknicie za smakiem domowego twarogu? Nie chcecie mieć pewności, że warzywa w sałatce zawierają więcej witami niż pestycydów? Ja tak. Już wysłałam swoje zgłoszenie i czekam na uruchomienie dostaw do Warszawy. Aha! I już opowiadam o tym projekcie znajomym, bo inicjatywa odrolnika.pl wydaje mi się być po prostu eko-logiczna!

Burza nadeszła. Idę sprawdzić, czy chleb się trochę ruszył.



Zdjęcia: odrolnika.pl